A Ty? Komu kibicujesz w NBA?

October 30, 2016

Sezon za oceanem rozkręca się w najlepsze. Chyba nie ma osoby, która kocha koszykówkę, a nie kocha NBA. Podobnie jest z naszą kadrą, a korzystając z krótkiej przerwy w treningach, postanowiliśmy każdemu z zarządu i sztabu trenerskiego zadać dwa pytania. Ulubiony klub oraz zawodnik wczoraj i dziś. Oto efekty :)

 

Jaki jest Twój ulubiony zespół NBA?

 

Michał Szarafin: San Antonio Spurs. Przyznam szczerze, że kiedyś ich nie lubiłem. Ich koszykówka była mało widowiskowa i grali w tym zespole cały czas prawie Ci sami zawodnicy. Jednak z biegiem czasu doceniłem kunszt zawodników Spurs i trenera Popovicha. Bardzo mi się podoba jak sterowana jest organizacja z Teksasu. Zawodnicy tutaj są dobierani przede wszystkim pod względem charakterologicznym. Gracze Ostróg są dalecy od skandali i konfliktów z mediami. Na boisku są prawdziwym zespołem - nie znajdziesz tutaj zawodnika który rzuca regularnie po 30 punktów w meczu. Ich gra w ataku w głównej mierze polega na dzieleniu się piłką i szukaniu lepiej ustawionego na boisku kolegi. Wizytówką Spurs jest również ich obrona zespołowa oparta na zaufaniu wśród zawodników. San Antonio chyba najbardziej spośród wszystkich zespołów z NBA przypomina europejski styl gry. Zawodnicy mają ze sobą dobre relacje w głównej mierze dzięki charyzmatycznemu trenerowi jakim jest Greg Popovich. To on scala ten zespół. Dużo rozmawia ze swoimi graczami dzięki czemu bardzo dobrze ich zna i wie czego może od nich wymagać. Dzięki takim relacjom zawodnicy ufają swojemu trenerowi i realizują jego założenia na boisku.

 

Bartosz Teleszko: Oklahoma City Thunder. Zacząłem im kibicować kiedy w składzie był jeszcze Durant, a nawet Harden. Od zawsze podobała mi się i marzyła hala wypełniona po brzegi w biało - niebieskich barwach kibicami kochającymi swoją drużynę, bo to głównie oni budują tą atmosferę, która kiedyś przyciągnęła mnie do tego zespołu i przy nim zostałem.

 

Jeremiasz Pieczonka: Boston Celtics, bo zespól musi mieć ducha i charakter, a u nich go znajduje. Od koniczynki zaczynając - stare, niezmienione przez lata logo. Bez fajerwerków, a dla mnie idealne. Poprzez pomysł na zespół - to Celci zaczęli zespoły z wielka trójka ściągając KG i Allena, a teraz kopiują ich pomysły jakieś Clevland czy inne Miami. Teraz mają najmłodszego trenera w lidze i grają trochę jak zespół akademicki - bez wielkich gwiazd, z zespołową koszykówką. Kończąc na Boston Garden z najładniejszym parkietem w całym NBA i choć nie byłem tam (jeszcze) to jestem pewien ze ta hala musi charakterystycznie pachnieć koszykówka kojarząc się kibicom z magicznymi chwilami.

 

Cezary Chabel: W przeciwieństwie do dawnych czasów, dziś mam ochotę oglądać dobrą, zespołową koszykówkę w stylu San Antonio Spurs. Nadal też mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości Chicago nawiąże do dawnych sukcesów.

 

Dawid Roguski: Przewrotnie nigdy nie kibicowałem tym najlepszym. Zacząłem od oglądania Portland Trail Blazers na przełomie lat 80/90, bo takie ograniczone możliwości dawała wtedy telewizja. To był świetny zespół z niezapomnianą parą obwodowych Porter – Drexler uzupełnionych całą masą solidnych zawodników, którzy dzielnie walczyli z dominującymi wtedy ligę Chicago Bulls. Sentyment pozostał i podobnie jak jedni z najlepszych fanów w lidze jakimi są kibice Portland wciąż zastanawiam się gdzie byłby dzisiaj ten klub, gdyby tylko w 1984 roku jego włodarze wybrali w drafcie Michaela Jordana, a nie Sama Bowie i później w 2007 Kevina Duranta, a nie Grega Odena. To chyba największe pomyłki w historii draftu i obie przytrafiły się tej zasłużonej organizacji. Dzisiaj po odejściu wielu czołowych zawodników, Blazers wybrnęli z tego mistrzowsko. Świetny obwód w osobach Lillarda i McColluma wraz z resztą solidnych zawodników przypomina mi nieco stare czasy i ponownie fajnie się to ogląda. Cały czas też ciągnie mnie w stronę Chicago i Bostonu.

 

Ci co mnie znają wiedzą, że długo moje serce mocniej biło dla 76ers. Od 1999 roku jako fan Szóstek przeszedłem lata świetności tej drużyny z Allenem Iversonem i finałami 2001 przeciwko Lakers, aż po czasy dzisiejsze kiedy przez trzy ostatnie lata są/byli pośmiewiskiem ligi. Cały czas śledzę uważnie proces przebudowy, ale jednak uważam że chcieli oszukać sport. Przegrywanie z premedytacją, by dostać nagrodę w postaci czołowych zawodników w drafcie jest trochę jak przegrywanie w systemie pucharowym, by trafić na teoretycznie słabszego przeciwnika drugiej grupy. Takie sytuacje zazwyczaj się mszczą. Kto wie czy przewlekła kontuzja Joela Embiida i teraz złamana kość w stopie Bena Simmonsa nie jest taką złą karmą. Sport nie lubi kombinatorów. Ja też nie, ale obok Philly nie potrafię nadal przejść obojętnie :)

 

Twój ulubiony gracz NBA wczoraj i dziś?

 

Michał Szarafin: Wczoraj Larry Bird, duma Bostonu. Kapitan i lider legendarnych Celtics z lat 80. Bird był niezwykle wszechstronnym zawodnikiem. Przy wzroście 206 cm dysponował niesamowitym rzutem, kozłem i świetnie podawał. Był niezwykle charakternym i twardym zawodnikiem. Po przeczytaniu biografii Birda i Magica urzekło mnie jego zachowanie po zwycięstwie w finale NBA. Koledzy z drużyny świętowali do białego rana, natomiast on poszedł na trening przygotowywać się już do następnego sezonu. Wiedział, że nie może spocząć na laurach i tylko ciężka praca pozwoli mu utrzymać się na szczycie. 

Dzisiaj, Damian Lillard – prawdziwy lider. Jako jedyny z liderów nie zostawił Portland w offseason 2015 (zespół opuścili Aldridge, Batum, Lopez, Mathews). Jest lojalny swojej organizacji mimo braku spektakularnych sukcesów, co nie jest zbyt częstym zjawiskiem w dzisiejszych czasach. Uwielbiam jego charakter. W zeszłym sezonie przy pominięciu do All-Star Game nie marudził mediom, tylko pokazał na boisku, że zasługiwał na powołanie do tej imprezy. Lillard jest zabójczy w końcówkach. Bierze ciężar gry na siebie i nie boi się odpowiedzialności. Jego pewność siebie i zawziętość przypominają nieco Kobe Bryant’a.

 

Bartosz Teleszko: Wczoraj Ray Allen to pierwszy zawodnik z NBA jakiego widziałem i od razu zostałem jego fanem. Od zawsze podobała mi się gra daleko od kosza tzn. koszykówka oparta na rzutach z dystansu. Ray Allen robił to perfekcyjnie i zdecydowanie jego rzut, zadecydował o tym, że był moim ulubionym zawodnikiem. 

Dzisiaj, Russell Westbrook. Maszyna, a nie człowiek. Pomimo, że opiera swoją grę na atletyczności to jest w nim coś, co sprawia że ten styl gry mnie nie odrzuca i nie wiem czym jest to spowodowane. Dla przykładu, gdy inni zawodnicy opierają swoją grę na warunkach fizycznych to brakuje mi w tej grze po prostu koszykówki. Westbrook jest w tej sytuacji jedynym wyjątkiem.

 

Jeremiasz Pieczonka:

Szybowiec z Portland Drexler - wujek przywoził z Niemiec kasety video i to był nasz pierwszy kontakt z koszykówką. To była pierwsza gwiazda oprócz Jordana ktorą widziałem w akcji. Przez wiele lat żyłem przekonany ze Clyde nie jest gorszy od Jordana. Dojrzewając zweryfikowałem oczywiście swój pogląd, nie wypierałem już prawdy, ale pierwsza miłość pozostała niezmienna. W dobie Jordana ja na swoich koszulkach malowałem długopisem nr 22.

Dzisiaj odeszli ostatni z naszej dekady, Kobe i Tim Duncan. Nowa koszykówka to inna gra, a ja dalej jestem zakochany w Utah ze Stocktonem i Malonem i w ułożonej koszykówce Popa. Nie bawią mnie szarże Westbrooka , siła Jamesa czy odpalane w niesamowity sposób trójki Curry’ego. Choć każdego doceniam to z grających gwiazd mnie najbliżej do Chrisa Paula. U niego widzę w grze myślenie i granie dla drużyny, to nie zawsze jest super efektowne ale zawsze jest efektywne.

 

Cezary Chabel: Choć od zawsze kibicowałem tzw. "charakternym" graczom, których nazwiska - poza Jordanem - niewiele powiedzą młodym adeptom koszykówki, to skłamałbym twierdząc że z obojętnością oglądam popisy Stephena Curry z Golden State. Każdemu jednak polecam choć raz obejrzeć mecze z najlepszych lat Magica Johnsona, Larry’ego Birda, Penny Hardaway’a, Charlesa Barkleya, Chrisa Webbera...

 

Dawid Roguski: Wczoraj zdecydowanie John Stockton. Nie było i nie będzie drugiego takiego rozgrywającego. Świetny egzekutor. Świetny organizator gry. Świetny obrońca. Twardy charakter przeciwko któremu żaden z wielkich zawodników NBA nie lubił grać. Lider wszechczasów całej ligi w asystach i przechwytach. Człowiek, który wraz ze swoim kumplem z drużyny, niejakim Karlem Malone do perfekcji opracował zagranie typu pick and roll. Zagranie, na bazie którego dzisiaj zdecydowana większość zespołów ustawia swój atak pozycyjny.

Dzisiaj nie mogę zdecydować się na jednego gracza, który by mnie urzekł, ale uwielbiam przyglądać się rozwojowi graczy wchodzących do ligi. Uwielbiam wszystkie role kopciuszka, kiedy niedoceniany gracz staje się objawieniem ligi. Dlatego na pewno świetnie ogląda mi się grę Isiaha Thomasa z Bostonu (wybrany z nr 60 w drafcie i później bezdusznie oddawany w kolejnych wymianach), pary obwodowej z Portland Lillard – McCollum (obaj z malutkich uczelni, obaj niedocenieni w drafcie), czy Kawhi Leonarda z San Antonio, który także z małej uczelni wybrany w drafcie został dopiero z 15. numerem. Dzisiaj ci zawodnicy są graczami dużego kalibru, ale przychodząc do ligi niewielu na nich stawiało, a takie historie kocha sport. Uwielbiam oglądać grę Rajona Rondo i Sergio Rodrigueza, bo to chyba ostatni z prawdziwych rozgrywających, który zawsze najpierw poda piłkę koledze, wykreuje dla niego pozycję rzutową niż sam będzie szturmował kosz. Taki jedynek dzisiaj ze świecą szukać. Oczywiście kibicuję też wszystkim Europejczykom, którzy robią coraz większe zamieszanie w lidze. Nowitzki i jego następcy w osobach Porzingisa i Jokićia, ale przede wszystkim tym którzy w najważniejszej roli na boisku (rozgrywającego) potrafią prowadzić swoje zespoły (Parker, Rubio i szczególnie Rodriguez). Ogląda się to świetnie.

 

Tak kibicujemy my. Podzielcie się z nami swoimi ulubionymi zespołami oraz zawodnikami.

 

#Razem

Please reload

Copyright by MLG 2012. All rights reserved